Ekstremalne wakacje nie tylko dla ekstremalnych turystów
2011-05-11Skończył się super długi weekend wielkanocno-majowy. Następne wolne dni to już szybko zbliżające się wakacje. Biura podróży prześcigają się w ofertach wabiących turystów ze stron multikolorowych katalogów. Jednak dzisiejsi turyści mają wyższe aspiracje niż tylko zapewnienie sobie spokojnego wypoczynku na plaży. Chcą przeżyć coś niebanalnego. Ekstremalnego. Lub quasi-ekstremalnego.
Ofiary wojny i wojownicy
Wakacje w więzieniu, w szpitalu psychiatrycznym lub na łodzi podwodnej? Czemu nie, wszystko zależy od zasobności naszego portfela. Jeszcze kilka lat temu można było spędzić urlopowy czas w autentycznym więzieniu dla kobiet, Hoheneck w Niemczech. Mała cela bez łóżka i łazienki, kraty w oknach, na murach strażnicy, a do jedzenia suchy chleb i woda. Dwutygodniowe wakacje za całkiem spore pieniądze. Dla miłośników tego typu atrakcji jest również dostępny „pakiet rosyjski”: obóz jeniecki na północy Rosji, nocleg w baraku pod czujnym okiem strażników, którzy w razie ucieczki z niewoli ruszają w morderczy pościg. Tych, którzy chcieliby spędzić wakacje w sposób bardziej dynamiczny – biura podróży są w stanie wysłać nie tylko śladami największych gangów miasta, ale nawet w miejsca konfliktów zbrojnych. Np. izraelska agencja podróżnicza wysyła swoich śmiałych turystów w punkty zapalne w Strefie Gazy. Płacenie słonych kwot za możliwość ostrzelania przeciwnika, stąpania po polu minowym, ujrzenie na własne oczy śmierci człowieka od kuli czy odłamków ładunków wybuchowych? Są amatorzy takich wrażeń.
Łowcy dzikich przygód
Śladami Indiany Jonesa podąża inna grupa głodnych wrażeń turystów. Ci chcą przeżyć bliższy kontakt z naturą, jej niebezpieczeństwami i zmierzyć się z własnymi słabościami. Przedzieranie się przez tropikalny las deszczowy, noc spędzona w dżungli w szałasach, albo hamakach z moskitierą, spotkania z dzikimi, życie w afrykańskiej wiosce, przeprawa przez sawannę, wypad na australijską pustynię czy nawet na Antarktydę to wyprawy godne prawdziwych traperów. Miłośnicy gór i lodu pragnący spełnić swe najskrytsze wspinaczkowe marzenia również znajdą coś dla siebie. Coraz więcej biur podróży ofiarowuje swoim klientom możliwość zdobywania ośmiotysięczników i to bez specjalnych zaświadczeń zdrowotnych(!) Nieodpowiedzialność organizatora? Absolutnie nie. Ale na wszelki wypadek sprawdźcie czy wasza trasa wspinaczki nie kończy się przypadkiem w obozie, będącym dopiero punktem wypadowym i wrotami na szczyt góry.
Cisza, mrok i strachy na lachy
Zamiast wody, plaży, głośnych pubów i wygodnych pokoi hotelowych cicha cela w klasztorze. Posiłki są proste i nieurozmaicone, a wyposażenie izb gościnnych obejmuje tylko niezbędne przedmioty i meble (drewniane łóżko, mały stolik i krzesło, żadnej telewizji, komputerów czy radia). Nie ma mowy o pobycie z rodziną, korzystaniu z komórek i laptopów, które należy zdeponować przy wejściu do klasztoru. Jednak, chętnych na taki wypoczynek z roku na rok przybywa i niekoniecznie są oni uczestnikami terapii dla pracoholików, osób uzależnionych od Internetu, czy komórek. Klasztor, odcinający turystę na kilka dni od dotychczasowych zdobyczy cywilizacji, pozwala mu na odpoczynek, zastanowienie się nad sobą, znalezienie odpowiedzi na pytania, nad którymi zwykle nie mamy czasu się zastanowić. Formą ekstremalnych wakacji może być także urlop w innym cichym miejscu z jego cichymi lokatorami. Urlop z duchami. Na całym świecie istnieje wiele miejsc „odwiedzanych” przez zjawy z zaświatów. Opuszczone domy, zamki czy kopalnie stanowią idealne miejsce dla spragnionych tego typu wrażeń turystów. Turyści późną nocą jadą starym autobusem lub zdezelowanym samochodem, słuchają opowieści przewodnika o nawiedzonych domach, makabrycznych morderstwach i niewyjaśnionych zagadkach. Trasa kończy się zawsze przy jakimś opuszczonym budynku, w którym straszy, a w którym turyści muszą przetrwać do rana. Organizujące tego typu wycieczki biura podróży znajdują się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, Szkocji czy Niemczech, ale również i w Krakowie.

Sporty ekstremalne dla ekstremalnie odważnych
Dla szukających sporej dawki adrenaliny bez konieczności balansowania na krawędzi życia i śmierci, niestroniących jednak od chęci przeżycia kilku ekscytujących chwil, biura podróży organizują aktywne wypady poświęcone różnorodnym dyscyplinom sportu, m.in.: buggykitingowi (żeglowaniu po lądzie lub piachu przy pomocy wózka „buggy” i latawców pełniących rolę żagla), kitesurfingowi (odmiana surfingu, technicznie podobny do windsurfingu, w którym zamiast klasycznego żagla używana się latawca), snowkitingowi (zimowa odmiana kitesurfingu, łącząca technikę jazdy na snowboardzie lub na nartach z puszczaniem latawców i paralotniarstwem), boulderingowi (wspinaczka po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez użycia asekuracji liną), skialpinizmowi (połączenie wspinaczki zimowej, wędrówki na nartach oraz zjazdu narciarskiego w terenie górskim o znacznym stopniu nachylenia), freedivingowi (nurkowanie na wstrzymanym oddechu), parkourowi (pokonywanie przeszkód stojących na drodze w jak najprostszy i najszybszy sposób) czy krav madze (sztuka samoobrony stworzona przez izraelskie siły zbrojne). Dla miłośników Chorwacji, Słowenii czy też Dolomitów i jeziora Garda, biura podróży przygotowały różnorodne sposoby eksploracji tamtejszych terenów. Każdy dzień może być wypełniony takimi atrakcjami jak: rafting, canyoning, tarzaning, ponting, hydrospeed czy kajaki górskie, dlatego każdy miłośnik adrenaliny znajdzie to, czego szukał i dużo więcej, ponieważ motto biur podróży jest proste: zaspokajać wszelkie, nawet najdziwniejsze zachcianki klienta, jeśli tylko chce za nie zapłacić.
Więcej klientów quasi-ekstremalnych?
Wachlarz dziwnych i dziwniejszych wyjazdów można rozwijać bez końca. Pojawią się tu, m.in.: wyjazdy tylko dla kobiet, które we własnym towarzystwie skaczą po drzewach, taplają się w błocie i łamią inne zasady przypisane słabej płci pięknej; wyjazdy śladami PRL-owskich reliktów takich jak stare trabanty, fiaty 125p, czerwone autobusy „ogórki” i przebrani w robotnicze kombinezony szoferzy; wycieczki, na których można poznać przyrodę różnych regionów świata, poświęcić się obserwacji, np. świata ptaków, z dala od tłumów i utartych szlaków; czy tzw. ciemna turystyka – zwiedzanie miejsc pokatastroficznych takich jak np. Czarnobyl czy, jak można się spodziewać w przyszłości, także i Fukushima.
Jednak, jak twierdzi zgodnie większość pracowników biur podróży, zaledwie 5% podróżujących stanowią ci, którzy gotowi są na prawdziwe ekstremalne wyprawy. Reszta to klienci, którzy oczekują nowych doświadczeń, emocji i quasi-ekstremalnych wypraw, które mają być jednak dobrze zorganizowane, bezpieczne i pod kontrolą.
Katarzyna Niemiec



