XVIII Forum Turystyki okiem przedsiębiorcy
2011-11-28W czwartek 24 Listopada odbyło się w Magistracie coroczne spotkanie krakowskiej branży turystycznej z urzędnikami. Spotkanie rozpoczęto od wręczenia dyplomów/rekomendacji niektórym przedstawicielom branży za szczególne dokonania. Następnie Marcin Kandefer dyrektor Wydziału Informacji, Turystyki i Promocji Miasta przedstawił działania Urzędu Miasta w zakresie promocji za ubiegły rok. Chwalił Urząd za akcję promocyjną, której bohaterami były gołębie, wymieniał nagrody, które Kraków dostał za tę oraz rozmaite inne akcje. Było dużo ciepłych słów w kierunku Festiwalu Pierogów oraz Marszu Jamników. Pan dyrektor był z działań magistratu bardzo zadowolony.
W podobnym tonie utrzymane było wystąpienie Izabeli Helbin – dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego. Chwaliła KBF za nowatorstwo, mnóstwo zrealizowanych projektów, stałe pozycje festiwalowe. Cieszyła się z nowego punktu informacji miejskiej CORT pod Wawelem. Pani dyrektor cytowała również osoby z innych miast, które dzwonią i pytają „jak nam się udało stworzyć taką perełkę jak KBF”.
Jednym słowem urzędnicy miejscy są z siebie w pełni zadowoleni, samozachwytom nie ma końca, a spotkanie wyglądało jak zorganizowane po to by branży turystycznej pochwalić się jakie urzędy są cudowne i jak bardzo o branżę dbają.
Kraków słabo na tle reszty kraju
Jako ostatni na mównicy pojawił się dr Krzysztof Borkowski z krakowskiej AWF by w imieniu MOT przedstawić liczby opisujące krakowską turystykę w 2011 roku. No a z tymi dyskutować jest ciężko. Można je za to interpretować. Na pierwszy rzut oka liczby te wyglądają nienajgorzej – drugi rok z rzędu Kraków odnotował wzrost przyjazdów odwiedzających (5,5 %) oraz turystów (8 %). Ciężko w dobie kryzysu nie cieszyć się z tego faktu. Gdy jednak zagłębiamy się w dane, okazuje się, że wzrost liczby turystów z zagranicy to zaledwie 2,5 %, a wzrost przyjazdów odwiedzających z zagranicy to 2,38 % - reszta to zatem ruch krajowy – niestety gorszy, bo turyści przyjeżdżają na krócej i mniej wydają. Gdy porównamy te dane z danymi Instytutu Turystyki, który szacuje wzrost przyjazdów turystów z zagranicy do Polski w 2011 (po trzech kwartałach) na około 6,5 % wyniki Krakowa wyglądają bardzo słabo. Nie jest to nawet połowa wzrostu osiągniętego w Polsce.
Turystów więcej, ale zyski mniejsze
Ponadto w 2011 przyjezdni w Krakowie zostawili 2,9 mld PLN co jest sumą o 600 milionów mniejszą niż w 2010 roku. W kontekście tego, iż według raportu Instytutu Turystyki przeciętne wydatki turystów odwiedzających Polskę wzrosły o około 20 % na osobę jest to co najmniej zastanawiające.
Skąd zatem tak dobre samopoczucie urzędników? W czwartek przytoczone liczby mówią tyle, że wobec zeszłego roku w Krakowie nie zostało wydanych 600 milionów PLN. 600 milionów PLN zostawionych w kieszeniach krakowskich firm byłoby to, ostrożnie szacując, jakieś dodatkowe 40 milionów w kasie miasta z podatków CIT i PIT. W mieście brakuje ponoć ponad 100 milionów PLN, pewnie by się zatem te 40 się przydało. Ponownie zatem zadaję pytanie: czy w kontekście tych liczb nie warto było wydać parę tysięcy złotych na obecność Krakowa na Targach w Poznaniu? Czy opłaca się oszczędzać na promocji miasta? Zadam jeszcze parę niewygodnych pytań: Jakie są efekty pracy Pani pełnomocnik ds. marki miasta Krakowa Moniki Piątkowskiej? Czy coś wiadomo o nowej strategii promocji i kreowania marki Krakowa, czy wiemy tylko za 50 tys. PLN, że jesteśmy najbardziej magiczni w Polsce (projekt badawczy „Magnetyzm polskich miast” )? Czy ktoś w urzędzie mierzy skuteczność i efektywność reklam miejskich, żeby wiedzieć czy pieniądze wydane się zwracają? Skoro promocja „Gołębie kręcą Kraków” zebrała tyle nagród, to ja chciałbym wiedzieć ilu turystów dzięki niej przyjechało do Krakowa, albo chociaż ilu weszło na stronę internetową Krakowa? Ile razy Kraków wymieniono dzięki gołębiom w mediach za granicą? Pewnie nie wiadomo, ale wydaje się, że ilość nagród ma się nijak do tego ilu turystów przybyło.
Brak dyskusji z branżą
No i na koniec jeszcze jedno. Czemu ma służyć doroczne spotkanie z branżą? Wydaje mi się, że powinno służyć dyskusji, wymianie poglądów, konstruktywnym wnioskom, wymyślaniu nowych idei, a na pewno nie samochwalnym prezentacjom. Tym bardziej, że liczby świadczą przeciw argumentom pochwalnym. A tak naprawdę tylko liczby się liczą, tym bardziej w czasach kryzysu co najlepiej dokumentuje stan kasy miasta…
Aleksander Miszalski – przedsiębiorca z branży turystycznej, członek Zarządu Krakowskiej Izby Turystyki



