Zwiedzanie za napiwek, czyli free walking tour
2011-04-20Wycieczka z licencjonowanym przewodnikiem jedynie za napiwek? Tak działa Free Walking Tour, inicjatywa od dawna znana w europejskich miastach. W Krakowie funkcjonuje od czterech lat, ale Polacy wciąż pozostają wobec niej nieufni. Obcokrajowcy są zachwyceni.
Free Walking Tour opiera się na koncepcji oprowadzania za napiwki. – Oferujemy wycieczkę z licencjonowanymi przewodnikami i jeśli ktokolwiek uważa, że mu się to podobało i chce nas wesprzeć, to może, ale nie musi - mówi Paweł Mrozowicz, który za napiwki oprowadza po Krakowie.
Swoje Free Walking Tour mają właściwie wszystkie europejskie metropolie. Nie trzeba szukać daleko – idea oprowadzania za napiwek znana jest w Berlinie, Pradze czy Budapeszcie. Podobno zaczęło się bardzo prozaicznie. - Słyszeliśmy, że Free Walking Tour powstał, bo ktoś na zachodzie produkował mapkę z opłaconymi przez sponsorów miejscami, nie miał jak tej mapki rozdawać, więc w ramach promocji organizował darmową wycieczkę – opowiada Mrozowicz. – U nas jest odwrotnie – dodaje Piotr Lechowski, również z krakowskiej ekipy Free Walking Tour - polecamy wyłącznie miejsca, które sami odwiedzamy, bo uważamy, że są dobre. Można nas tam spotkać.
Ze względu na polskie przepisy, polski odpowiednik Free Walking Tour jest sformalizowany – przewodnicy założyli firmę opierającą się na tej idei. Wszyscy posiadają licencję, co odróżnia inicjatywę od większości europejskich odpowiedników. Zazwyczaj przewodnikiem we Free Walking Tour jest Amerykanin czy Australijczyk zakochany w mieście, do którego przyjechał lub po prostu dobrze mówi po angielsku i chce zarobić na utrzymanie na wakacjach. W Krakowie jest inaczej. Wszyscy oprowadzający to Polacy, wszyscy posiadają licencję przewodnika miejskiego, uprawnienia w języku angielskim i sporą wiedzę na temat Polski. – Każdy z nas ma określone zadanie: opowiedzieć o Krakowie, o Polsce z pasją, z zaangażowaniem, żeby wycieczka była historycznie i kulturowo istotna, ale jednocześnie interesująca. Żeby ludzie zwracali na to uwagę – komentuje Paweł Mrozowicz.
Na takiej wycieczce to turysta decyduje czy przewodnik zasłużył na napiwek. To dość ryzykowny sposób zarabiania. - Żeby pracować za napiwki trzeba być zupełnie zwariowanym i… bardzo dobrym – twierdzi Mrozowicz – to taki naturalny system informacji zwrotnej. Dla wielu to zbyt duże ryzyko. Dlatego na początku mieliśmy problem z rekrutacją większej liczby przewodników.
W tej chwili krakowska ekipa Free Walking Tour składa się z sześciu osób. Wycieczka po Starym Mieście o 11:00 spod kościoła Mariackiego odbywa się codziennie przez cały rok, nawet 1 stycznia. – Ta wycieczka jest zawsze– mówi Mrozowicz – i to jest podstawa naszego marketingu. A czy turyści też są zawsze? - Jak zaczynaliśmy w 2007 roku zdarzało się, że w środku sezonu nikt się nie pojawiał – odpowiada Piotr Lechowski – Ale w ubiegłym roku przychodziło nawet 90 osób. Musieliśmy się podzielić na dwie grupy, dla wygody naszych klienów. Teraz nawet w styczniu zdarzają się wycieczki po 40 osób. Obecnie mamy też drugą wycieczkę Żydowski Kraków po południu o 15:00, ale tylko od 1 marca do końca listopada. Oprócz tego stale rozszerzamy ofertę zaawansowanych płatnych wycieczek. Wszystkie wycieczki odbywają się po angielsku.
Przez cztery lata działania Free Walking Tour wprowadziło sporo zamieszania na krakowskim rynku przewodniczym. – Idziemy w poprzek rynku – mówi Paweł Mrozowicz. – Oferujemy bardzo dobry produkt w atrakcyjnej cenie. Dlatego nie wszyscy w środowisku przewodników są firmie przychylni.
Wśród osób, które uczestniczą w wycieczkach są głównie obcokrajowcy. Przede wszystkim dlatego, że znają ideę ze swoich wcześniejszych doświadczeń turystycznych – zanim przyjadą do nowego miasta sprawdzają czy działa w nim Free Walking Tour. Poza tym, krakowski projekt ogłasza się głównie w hostelach, a z nich wciąż korzystają przede wszystkim obcokrajowcy. Polacy pozostają nieufni wobec inicjatywy. -Wiele osób nie wierzy, że to naprawdę działa. Uważają, że ktoś nas musi finansować, że my na pewno coś promujemy, że ktoś inny za tym stoi – komentuje Paweł Mrozowicz. – Jesteśmy naprawdę kompletnie niezależni i robimy to, co jest fair. Nie ma żadnego haczyka. Każdy może przyjść, każdy może się przekonać jak to działa. Piotr Lechowski dodaje – Polacy to mniej niż 10% naszych zwiedzających. Zazwyczaj po prostu nie wiedzą, że taki pomysł istnieje, po prostu wcześniej o tym nie słyszeli. Więc, pomimo że u nas nie ma tradycji dawania napiwków, kiedy słyszą, iż utrzymujemy się w taki sposób, to nie żałują pieniędzy. I język angielski nie jest dla nich barierą.
Ewa Ołdziejewska




